Peru Wywiady

Pariacoto. Mądrze pomagać

mądrze pomagać

Pomoc socjalna to nie tylko wielkie, nagłaśniane projekty. To również małe codzienne kroki podejmowane po to, by pokazać ludziom, że można żyć inaczej. O sztuce pomocy, która prowadzi do coraz większej samodzielności, opowiada o. Jacek Lisowski, misjonarz z Peru.

Obecnie pracuję w misji w Pariacoto. Jest nas w sumie pięciu – trzech braci zakonnych i dwóch postulantów Czym się zajmujemy? Robimy dokładnie to samo, co nasi męczennicy – o. Michał Tomaszek i o. Zbigniew Strzałkowski. Profil pracy się nie zmienił. Łączymy posługę duszpasterską z pracą socjalną i wypełniamy wiele rozmaitych posług – mówi o. Jacek.

Jakie największe potrzeby widzi Ojciec w misji w Pariacoto?

Potrzeby są tak wielkie, że każdy robi to, co może i co potrafi. Są natomiast również takie obowiązki, które przychodzą na nas z góry, które trzeba zaakceptować i podjąć jako wspólnota. W Pariacoto tym głównym obowiązkiem jest przede wszystkim posługa parafialna. Na terenie parafii mamy 73 wioski, do których musimy dojeżdżać. Oczywiście przy takiej liczbie miejsc, odwiedzamy je z różną częstotliwością. W niektórych jesteśmy raz na rok, a w innych prawie codziennie.

Poza tym, w głównych miejscowościach, do których częściej dojeżdżamy, prowadzimy katechezę. Tam, gdzie nie możemy zbyt często dojeżdżać, organizujemy katechetów, którzy uczą religii. Staramy się, żeby to wszystko współgrało, żeby ludzi zaanimować, formować, dać przykład. Jednak przede wszystkim, największym wyzwaniem dzisiaj jest towarzyszenie ludziom. Właśnie tego obecnie najbardziej potrzebują. Czasem naprawdę nie jest ważne to, co powiesz, czy to ma jakąś wielką głębie, czy nie.

Robimy więc wszystko, co w danym momencie jest konieczne. Nie prowadzimy jakichś wielkich projektów. Poświęcamy się pracy w parafii i formacji tamtejszych ludzi… I próbujemy łączyć to z pracą społeczną. Realizujemy kilka dzieł, które naprawdę są dobre.

Co to znaczy, że są dobre?

Udało nam się opracować projekty, w których możemy dotrzeć do ludzi najbardziej potrzebujących. Nie jest to łatwe w tych warunkach, bo w społeczeństwach, które od wielu dziesięcioleci otrzymują pomoc z zewnątrz, wykształciły się już tak silne struktury wewnętrzne, że utrudniają dotarcie do ludzi najbardziej potrzebujących… Podobnie jest także w Afryce, szczególnie w krajach, które dotknięte są głodem. U nas również pojawia się ten problem, dlatego bardzo ważne, żebyśmy mieli osobisty kontakt z ludźmi. To umożliwia dotarcie do fundamentów i pomoc w tym, co jest rzeczywiście potrzebne. Bo można wybudować jakieś budynki i tworzyć wielkie rzeczy, ale najważniejsze, żeby ta pomoc była odpowiedzią na rzeczywiste, konkretne potrzeby. Jak wspomniałem, mamy kilka takich projektów…

Proszę opowiedzieć o nich coś więcej.

Przede wszystkim prowadzimy szkółkę parafialną, która oferuje dzieciom popołudniowe zajęcia wyrównawcze. Jej budowa możliwa była również dzięki pomocy padewskiego Caritasu św. Antoniego. Nauka trwa dwie godziny dziennie i odbywa się w cyklu sześcioletnim, zgodnie z programem szkoły podstawowej. Pomocą objęte są dzieci, które mają problemy w nauce. Ten projekt możemy dostosować do aktualnych potrzeb, ponieważ tworzymy go wspólnie z nauczycielami ze szkoły podstawowej. Uczestniczą w nim dzieci, które mają najgorsze oceny, bo jest to szkółka wyrównawcza. Kluczowe znaczenie ma fakt, że to my wybieramy nauczycieli pracujących w szkółce. W ten sposób mamy wpływ na jakość nauczania. Wyraźnie widać już owoce tej pracy – dzieci szybko wyrównują poziom swoich rówieśników w szkole podstawowej, a nawet prześcigają ich w wynikach. Dobór kadry nauczycielskiej jest ważny, ponieważ nie wszyscy nauczyciele, którzy uczą w szkole podstawowej, wypełniają dobrze swoje zadanie. My wybieramy do współpracy tych, których jesteśmy pewni.

Najtrudniejsze w niesieniu pomocy socjalnej w Peru jest to, że w wielu sferach życia występuje pewien obwód zamknięty. Wiele czynników składa się na to, że rzeczywistość jest właśnie taka. Najprostszy przykład – człowiek jest biedny. Fakt. Ale gdyby zastanowić się nad tym, dlaczego jest biedny, znajdziemy różne powody. Jest biedny, bo brak mu wykształcenia, a dlaczegp brak mu wykształcenia… itd… To wszystko stanowi jeden bardzo długi łańcuch.

Łańcuch ubóstwa?

Ubóstwo materialne jest odzwierciedleniem wielu innych bied. I jest ono tylko jednym z elementów całego systemu. Sytuacja w Peru ogólnie powoli się poprawia. Obecnie kraj żyje tylko i wyłącznie z eksportu minerałów, które są teraz dość drogie. Prawie wszystko kupują od nich Chiny. Peru to jest jedno z nielicznych państw, które ma teraz bilans dodatni w handlu z Chinami. Teoretycznie więc ma najlepszy okres do rozwoju… Trudno jednak przewidzieć, co stanie się, gdy minerałów zabraknie. Bo niestety państwo funkcjonuje źle. Uzależnia od siebie obywateli za pomocą projektów, które polegają na bezmyślnym rozdawaniu. Ludzie nie pracują i dostają ok. 200 złotych miesięcznie praktycznie za nic. To bardzo ich rozleniwia. Efekt jest taki, że popularność rządu rośnie – podobnie jak w przypadku pomocy socjalnych w Stanach Zjednoczonych – ale warstwa średnia, podatnicy muszą na to pracować. W Peru natomiast tam nie ma warstwy średniej i dlatego taka polityka państwa, które rozdaje, bardzo szkodzi rozwojowi kraju.

Jak w takich warunkach pracować, pomagać charytatywnie, skoro pierwszą przeszkodą są te struktury, o których Ojciec wspomina, a drugą wyzwanie, żeby pomagać tak, by tych ludzi nie „zepsuć”?

Wymaga to dokładnego, dogłębnego wejścia w tę rzeczywistość. Wielką szkodę zrobiły tam organizacje pozarządowe, które przyjeżdżały z zewnątrz, organizowały jakiś kurs, na przykład zdrowego gotowania i wyjeżdżały, nic po sobie nie zostawiając. Działo się tak dlatego, że ludzie bardzo wykorzystywali takie sytuacje, aby natychmiast otrzymać jak najwięcej korzyści. Niestety w tych warunkach to nie działa dobrze. Podejmowano próby realizowania naprawdę wielu projektów, np. zalesienia terenu, które pomogłoby zmienić klimat, dając trochę więcej wilgoci. Różne organizacje wydawały ogromne sumy na zalesianie, ale gdy wyjechały, nie miał już kto tego podlewać…

navigate_before
navigate_next
Sztuką jest pomagać tak, żeby prowadzić ludzi do większej autonomii a nie uzależnienia od takich form pomocy…

Dlatego my nie wchodzimy w pomoc tam, gdzie powinno działać państwo oraz administracja rządowa czy lokalna… Obecnie trudno jest nam zaangażować się w takie projekty. Największym problemem jest ogromna korupcja, która stwarza ryzyko, że jeśli włączymy się w taki projekt, wejdziemy w jakieś złe układy i tylko zwiążemy sobie ręce. Raz też próbowaliśmy takiego rozwiązania – otworzyliśmy cegielnię. Były plany wypalania cegły, miała to być dobra inwestycja, bo w tej chwili wszyscy budują ceglane domy, rezygnując z używania gliny jako budulca. To była taka spółdzielnia, której my jesteśmy częścią, ale tylko animującą. Niestety nie udało się. Już po wyprodukowaniu pierwszego rzutu, pracujący porozdawali wszystko swojej rodzinie i nie mieli już środków na kolejne wypalenie. Oni liczyli, że znowu to my pokryjemy koszty… Stało się inaczej, więc cały projekt upadł. Można zadać sobie tylko pytanie przez kogo… (śmiech)

Jesteśmy tu niestety w takim położeniu, że jeżeli chcemy prowadzić dobrze działający projekt, wszystko musi zależeć od nas. To muszą być „nasi” nauczyciele, nasze miejsce, nasze źródła finansowania, nasze warunki. Bo jeżeli weszlibyśmy w jakieś układy, to korupcja jest olbrzymia. Po prostu nie możemy zgodzić się na coś takiego.

To musi być trudne…

Wspominając jeszcze o projekcie naszej szkółki, jest ona dowodem na to, że program pomocy może dobrze funkcjonować. Obecnie na zajęcia uczęszcza 80 dzieci z całej podstawówki. Nawet nauczyciele przekonali się do projektu. Sami wysyłają do nas dzieci, które powinny chodzić do szkółki. Na początku baliśmy się, że może to być dla nich jakimś wyrzutem, że rodzice powiedzą: “Zobaczcie, tutaj dzieci uczą się dwie godziny po południu i tak szybko wyrównują poziom, a do was chodzą całymi dniami i nie ma efektów”… Jednak jakoś udało się uniknąć takich oskarżeń. Być może dlatego, że nie nagłaśnialiśmy tego, a ludzie przecież mają prawo myśleć, co chcą…

Planujemy trochę rozszerzyć ten projekt. Chcielibyśmy, żeby oprócz nauczycieli pomagała nam grupa psychologów, pedagogów i pediatrów, którzy będą nam towarzyszyć. Jest to bardzo potrzebne, bo czasem dzieci nie uczą się lub słabo się uczą, nie dlatego, że nie chcą, ale po prostu nie mogą, nie potrafią. Podobnie jak teraz w Polsce. Dysleksja, ADHD czy autyzm to choroby, które dotykają także dzieci w Peru, ale tam nikt nie jest w stanie ich zdiagnozować. Tam dziecko, które ma tego typu problemy, jest po prostu karane – bite czy marginalizowane. Często wchodzi we własne kompleksy i w bardzo destrukcyjną dynamikę rozwoju. Ono jest po prostu chore. Bardzo ważne więc, by mu w tej sferze pomóc.

Poza tym prowadzimy pomoc materialną, również bardziej zindywidualizowaną. Mamy swoich „agentów” pastoralnych, którym ufamy. To ludzie, którzy przychodzą do naszej parafii, którzy się modlą. O których wiemy, kim są i jak żyją.

Robią taki wywiad w społeczeństwie?

Tak, taki wywiad, bo zdarza się, że nie wszyscy są uczciwi. Dzięki pomocy tych „agentów”, możemy dotrzeć do ludzi naprawdę potrzebujących. Takich jak na przykład matka, która samotnie wychowuje piątkę dzieci. Wtedy możemy im pomagać.

Na początku roku szkolnego realizujemy również projekt pomocy materialnej dla dzieci. W szkole otrzymują one listę ze spisem wszystkich rzeczy, które muszą mieć na zajęciach. Nauczycieli nie za bardzo obchodzi to, czy rodzice mają pieniądze na te przybory, czy nie. Po prostu dzieci mają je mieć. Dlatego trzeba im pomóc, bo niektórych po prostu na te pomoce nie stać. Najpierw robimy listę dzieci, tych najbardziej potrzebujących. Następnie wyznaczamy kwotę, z jakiej ich rodzice mogą skorzystać przy zakupie przyborów. Jest jeden warunek – pieniądze mogą być przeznaczone tylko i wyłącznie na pomoce szkolne. Można powiedzieć, że mamy też nad tym pewną kontrolę, bo właścicielką jedynego w Pariacoto sklepu, w którym można zaopatrzyć się w te przybory, jest nasza parafianka, która wie, że te pieniądze muszą być wydane zgodnie z przeznaczeniem. I to raczej działa.

Jak widać, możliwe jest prowadzenie projektów socjalnych, które realnie pomagają i dają szansę rozwoju tych ludzi. Jednak trzeba tu być cały czas bardzo ostrożnym i mądrym oraz mieć oparcie w miejscowych ludziach. To dzięki nim można być blisko parafian, poznać ich realne potrzeby i starać się im zaradzić.

Rozmawiała Agnieszka Kozłowska

Przeczytaj więcej o szkółce w Pariacoto

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.