Uganda Wywiady

Munyonyo. Miejsce wybrane przez Boga

O męczeńskiej śmierci pierwszych chrześcijan w Ugandzie oraz o planach rozwoju sanktuarium męczenników ugandyjskich w Munyonyo opowiada misjonarz, o. Marian Gołąb.

3 czerwca w Kościele Katolickim obchodzimy wspomnienie św. Karola Lwangi, chyba najbardziej znanego w Europie męczennika Ugandyjskiego. Czy mógłby Ojciec przybliżyć okoliczności jego męczeńskiej śmierci?

Wszystko zaczęło się 25 maja 1886 roku, w Munyonyo. Miejscowość ta jest dzisiaj częścią Kampali, stolicy Ugandy, ale dawniej było zwyczajną wioską. Wówczas król plemienia Baganda przeniósł się z Kampali do swojego pałacu położonego właśnie w Munyonyo. Była to jego letnia rezydencja, do której najczęściej wybierał się na polowania na hipopotamy, ponieważ pałac położony był na brzegu Jeziora Wiktorii. W tym pamiętnym dniu, 25 maja król wracał z polowania, które niestety nie należało do udanych. Na brzegu jeziora spotkał czarownika, który powiedział mu, że wszystkie nieszczęścia, jakie go ostatnio spotykają, – a więc pożar jego poprzedniego pałacu w Mengo, nieudana wojna, rodzące się napięcia w królestwie, a ostatecznie też nieudane polowanie na hipopotamy – spowodowali biali ludzie, którzy kilka lat wcześniej przynieśli do Ugandy chrześcijaństwo.

Po rozmowie z czarownikiem rozwścieczony król, już zaraz na brzegu jeziora zabił Mukasa Musa, anglikanina. Władca zrobił to ze złości i z wielkiej nienawiści, ponieważ wiedział, że jest on chrześcijaninem. To był jednak dopiero początek. Po powrocie do pałacu król stwierdził, że nie ma w nim większości jego dworzan, którzy – nie spodziewając się, że król wróci wcześniej –  wybrali się na katechezę i spotkanie z misjonarzami. Większość sług króla była już chrześcijanami, albo przygotowywała się do przyjęcia chrztu. Jednak w pałacu król spotkał kolejnego, szesnastoletniego młodzieńca, Denisa Ssebuggwawo. Ten chłopiec był już ochrzczonym i bardzo gorliwym katolikiem. Jego bliski przyjaciel był nałożnikiem króla homoseksualisty. Władca już wiedział o tym, że Denis namawiał swojego przyjaciela, by zaprzestał tych aktów, dlatego rozwścieczony król widząc Denisa, rzucił w niego włócznią. Jeszcze wtedy go nie zabił, ale śmiertelnie ranił. Wydarzenia te miały miejsce już 25 maja, ale kulminacja nienawiści króla miała miejsce następnego dnia.

Wcześnie rano władca skazał na śmierć kolejnego człowieka ze swojej służby – Andrzeja Kaggwa, bardzo umuzykalnionego dworzanina, który był  szefem  znanej na całą wschodnią Afrykę grupy muzyczno-tanecznej.  Ponieważ król dowiedział się, że on też jest katolikiem, również kazał go zabić. Wczesnym rankiem 26 maja Andrew Kaggwa został wyprowadzony poza pałac i najpierw ucięto mu prawą rękę, a później posieczono go na kawałki i rozrzucono jego ciało zwierzętom. Ludzie jednak pozbierali jego szczątki, aby godnie je pochować. Grób św. Andrzeja Kaggwa  mieści się w centrum  Munyonyo, w miejscu, gdzie my teraz jesteśmy i gdzie mamy budować sanktuarium męczenników.

Wracając do historii Denisa, on również 26 maja został przyprowadzony przed króla i ostatecznie władca kazał go ściąć. Miejsce jego męczeństwa również znajduje się na terenie sanktuarium w Munyonyo, ok. 200 metrów od miejsca śmierci Andrew Kaggwa. Św. Denis Ssebuggwawo jest też patronem osób, które cierpiały w wyniku nadużyć seksualnych oraz patronem osób żyjących w czystości.

Czy pozostali męczennicy, w tym św. Karol Lwanga, ginęli w podobny sposób?

Najpierw odbył się nad nimi sąd. Król zgromadził wszystkich, całą swoją służbę i powiedział, że nie chce chrześcijan na swoim dworze, dając im dwie możliwości:  albo zrezygnują z wiary chrześcijańskiej, albo po prostu pójdą na śmierć. W sądzie tym uczestniczyli prawie wszyscy ci późniejsi męczennicy, łącznie z św. Karolem Lwangą, który był wtedy liderem chrześcijan. Kościół wówczas był bardzo młody, miał zaledwie kilka lat, więc mówimy o ludziach, którzy są nowo ochrzczeni i bardzo gorliwi w wierze. Oni wszyscy opowiedzieli się za pozostaniem przy chrześcijaństwie i nie wyparli się Chrystusa.

Po tym wyznaniu natychmiast zostajali związani i prowadzeni na miejsce kaźni, które znajdowało się w Namugongo. Było to wyznaczone miejsce w królestwie do egzekucji dla członków rodziny królewskiej i tych szczególnych ludzi w państwie, którzy zostali skazani na śmierć ze szczególnych powodów. Ponieważ skazani w większości byli sługami na dworze króla i pełnili na nim różnego rodzaju funkcje, zostali skazani do wykonania  egzekucji  właśnie w tym miejscu.

Przed śmiercią czekała ich do pokonania ponad dwudziestokilometrowa droga, którą przemierzyli w ciągu dwóch dni. Związani chrześcijanie rozpoczęli tę ostatnią wędrówkę swojego życia. Po drodze byli bici i męczeni.  Około 2 km od Munyonyo swoje życie zakończył kolejny męczennik – Pontian Ngondwe , który był prowadzony razem z muzułmaninem. Gdy upadli razem, Pontian miał zapytać strażników: „Dokąd jesteśmy prowadzeni?”, a oni odpowiedzieli : „dokładnie wiecie gdzie”. On wtedy rzekł: „Jeżeli chcecie mnie zabić, zabijcie mnie już tutaj, bo ja nie wyprę się wiary. Tak też się stało – Pontian został tam ścięty i poćwiartowany. Właśnie tych trzech męczenników – Denisa Ssebuggwawo, Andrzeja Kaggwa oraz Pontiana Ngondwe  chcemy szczególnie czcić w Munyonyo, dlatego nazywamy ich „munyonyo martyrs”

Można powiedzieć, że wszystko zaczęło się w Munyonyo…

Tak. I dlatego chcielibyśmy, aby było to sanktuarium,  w którym pokazujemy, jak ważne było to miejsce dla męczenników ugandyjskich. Miejsce, gdzie oni dali świadectwo, gdzie nie wyparli się Chrystusa.  Co ciekawe, również w Munyonyo kilku z nich zostało ochrzczonych, bo właśnie św. Karol Lwanga, widząc i wyczuwając, co może się stać i jak gdyby przewidując swoją bliską śmierć, ochrzcił tam czterech innych braci, których zresztą sam przygotowywał do chrztu. Wśród nich był również św. Kizito, najmłodszy spośród nich, 13-letni chłopak.

Później historia ich męczeństwa toczy się dalej – idą przez dwa dni przez miasto, męczeni i bici.  Niektórzy z nich już w drodze oddają życie, jak np. św. Mathias.  W końcu przyszli męczennicy dochodzą do Namugongo. Tam są znowu okrutnie bici, męczeni, przywiązani  do drzewa, obdzierani ze skóry, bez wody, torturowani do nieprzytomności. Mimo to nie wyrzekają się swojej wiary.

3 czerwca w Namugongo, tego pamiętnego dnia, w krórym wspominamy męczenników ugandyjskich, św. Karol Lwanga jako lider chrześcijan został przywiązany do słupa i  palony na wolnym ogniu, poczynając od stóp. Można sobie to wyobrazić, jak musiało to być bolesne. Król liczył na to, że zgromadzeni wokół niego chrześcijanie, którzy będą patrzeć na jego śmierć, wyprą się wiary, a sam Karol Lwanga też zrezygnuje z chrześcijaństwa. Wbrew tym przewidywaniom Karol Lwanga śpiewa hymny, modli się, umacnia swoich towarzyszy, głosi Słowo Boże, w którym zachęca wszystkich do wytrwania w wierze. Św. Karol umiera spalony w wielkich męczarniach, a jego zmaltretowani towarzysze zostają ułożeni i obwiązani suchym papirusem i podpaleni żywcem na stosie. Taka jest historia męczeńskiej śmierci naszych Ugandyjscy męczenników.

To zaskakujące, że tak wiele ważnych wydarzeń miało miejsce  w Munyonyo. Wydaje się więc, że to sanktuarium jest nieco zapomniane, bo więcej mówi się jednak o Namugongo.

Munyonyo nie do końca jest zapomniane, bo od bardzo dawna przybywają do niego pielgrzymi, a szczególnie katechiści i liderzy z całej Ugandy.  Św. Adrew Kaggwa, którego grób znajduje się dokładnie w tym miejscu, o którym mówimy, jest patronem katechistów. Każdego roku, w rocznicę jego śmierci 26 maja, oni pielgrzymują do tego szczególnego miejsca. Przybywają tam wtedy tysiące ludzi, liderów z całej Ugandy, którzy tam przychodzą, by modlić się i prosić Boga o błogosławieństwo za wstawiennictwem tego męczennika. Jest on ich patronem dlatego, że był czas, że misjonarze po kilku latach ewangelizowania musieli na chwilę wyjechać z Ugandy i wtedy właśnie św. Andrzej Kaggwa gościł wszystkich chrześcijan w swoim domu i tam głosił im Ewangelię. Jego dom był miejscem,  gdzie zbierali się chrześcijanie, czytali Pismo Święte, uczyli się katechizmu.

Wierni gromadzą się przy jego grobie i nawiedzają to miejsce, ponieważ ten męczennik był również jednym z pierwszych mężczyzn, którzy zdecydowali się na  ślub w Kościele Katolickim w Ugandzie. On i jego żona jako jedni z pierwszych zawarli sakrament małżeństwa. Właśnie dlatego małżonkowie czy  całe rodziny, przychodzą tam by się modlić.  Za jego wstawiennictwem proszą też ci, którzy szukają męża czy żony.

Warto pamiętać, że za czasów św. Andrzeja małżeństwo z jedną kobietą, to nie była taka prosta sprawa. W Ugandzie panowało wielożeństwo i ten, kto był bogaty miał więcej żon. Św. Andrzej Kaggwa urzeczony chrześcijaństwem  i Chrystusem zrezygnował z takiego stylu życia, choć miał naprawdę dobrą pozycję na dworze królewskim, miał pieniądze i wszyscy dziwili się, co on robi. To, że miał on tylko jedną zonę, było dla wszystkich szokiem.  To była rewolucja. Również dlatego Munyonyo jest szczególne dla Ugandyjczyków, którzy do tej pory się borykają z problemem posiadania wielu żon.

navigate_before
navigate_next
Z tego, co Ojciec mówi wynika, że w Ugandzie bardzo mocno rozwija się kult męczenników…

O tak, to jest powiedziałbym w tamtejszym Kościele fundamentalne,  nawet nie tylko dla Ugandy. To jest miejsce szczególne, ponieważ Ugandę do tej pory odwiedziło dwóch papieży – Paweł VI , który przyjechał tam w 1969 i św. Jan Paweł II w 1993r.  Paweł VI tylko  jeden, raz przyleciał do Afryki i to właśnie do Ugandy, do Namugongo. Również on 5 lat wcześniej kanonizował męczenników Ugandyjskich.  Bardzo ciekawe jest również to, co ci papieże powiedzieli o tym kulcie: „Męczennicy Ugandyjscy uczą nas, jacy powinni być prawdziwi chrześcijanie. Szczególnie młodzi chrześcijanie. Afrykańscy chrześcijanie”.  To powiedział Paweł VI, stawiając ich jako wzór, A gdy Jan Paweł II odwiedził Ugandę,  mówił, że heroiczne poświęcenie męczenników pomogło Ugandyjczykom i całej Afryce rozpoznać w Chrystusie Pana i Zbawiciela”.

Dla Kościoła w Afryce to było niezwykle ważne wydarzenie. Jeśli spojrzymy na historię to ta Afryka Subsaharyjska czyli czarna, była skolonizowana. W latach 60. kraje afrykańskie odzyskiwały wolność. Wtedy decydowano o przyszłości Afryki, także o tym,  czy będzie ona chrześcijańska czy islamska. I myślę, że ich kanonizacja męczenników, która pokazała, że Afrykańczyk może być nie tylko chrześcijaninem, ale i świętym, sprawiła, że dzisiaj Afryka poniżej Sahary różni się od tej powyżej, od jej północnej części, która jest muzułmańska. Również papieże podkreślają, że to właśnie męczennicy pomogli w nadaniu chrześcijańskiego tonu całej Afryce Subsaharyjskiej.

Czyli kanonizacja męczenników była przełomem?

Tak. Była dla Afryki niezwykle przełomową chwilą.  Do tego czasu, Afrykańczycy byli kojarzeni z niewolnikami, z niższą kategorią ludzi. Bywało i tak, że niektórzy odmawiali im człowieczeństwa. Mówiono nawet, że to nie jest pewne, czy Afrykańczycy mają duszę. Kwestionowano ten fakt, aby usprawiedliwić niewolnictwo. Nie patrzono na nich jak na ludzi. Ta kanonizacja stała się rewolucją, co może rzadko się zauważa czy rozumie. Dzięki niej nagle okazało się, że ci biali ludzie, którzy patrzyli na Afrykańczyków jak na niewolników czy ludzi niższej kategorii , uświadomili sobie, że oni są w niebie, że modlą się do nich. I to biali ludzie klękają przed nimi i czczą ich jako świętych.

To było ogromne wydarzenie i właśnie 50. rocznicę tego wydarzenia obchodzimy w tym roku w Ugandzie. Na tę rocznicę 18 października,  został zaproszony do Ugandy Papież Franciszek. Niestety nie mógł w tym roku przyjechać i w związku z tym obchody zostały przeniesione na czas jego wizyty, która – mamy nadzieję – będzie się także wiązała z odwiedzeniem Munyonyo. Przynajmniej takie są plany – aby uczcić początek męczeństwa, a także wesprzeć ten kierunek rozwoju Kościoła, w którym ważną rolę odgrywają ludzie świeccy, liderzy wspólnot.

A czy Ojciec pracując z wiernymi w Ugandzie również zauważa tę prawdę, że krew męczenników jest posiewem chrześcijan?

Bez najmniejszych wątpliwości. Uganda na tle innych krajów jest szczególna, u nas chrześcijan jest więcej, ponad 80%. Największą religią jest chrześcijaństwo, a w tym katolicyzm. Mamy dużo powołań. 3 czerwca każdego roku miliony wiernych pielgrzymują do Namugongo na obchody święta Męczenników Ugandyjskich. Czasem pielgrzymi idą całymi miesiącami, przychodząc z różnych części Afryki, z Kenii czy Tanzanii. Przyjeżdżają z Kongo, czy z Sudanu, z Rwandy. Z okolicznych państw przybywają także delegacje rządowe.

Od niedawna franciszkanie zajmują się tym szczególnym miejscem – sanktuarium w Munyonyo. Jakie są najbliższe plany i wyzwania związane z tym miejscem?

Jesteśmy tam od 13 października 2013 r. To był ten dzień, w którym przybyliśmy do Muyonyo i oficjalnie rozpoczęliśmy naszą nową obecność.  Zamieszkaliśmy we dwóch, a ponieważ na tym terenie znajduje się tylko mała kapliczka i grób św. Andrzeja Kaggwa,  musieliśmy wynająć kilka pomieszczeń obok tego miejsca i każdego dnia dochodzimy do kaplicy, aby sprawować w niej mszę świętą.

W planach mamy przede wszystkim wybudowanie w Munyonyo sanktuarium, w którym będą czczeni wspomniani męczennicy i jednocześnie uhonorować początek ich męczeństwa, a także ich chrzest. Ma to być sanktuarium, w którym będziemy mówić o wadze męczeństwa oraz formować liderów. W całym tym kompleksie, oprócz sanktuarium i kościoła, który mamy zamiar zbudować, będzie nasz klasztor. Chcemy, żeby był on również domem formacyjnym, w którym będziemy przygotowywać do życia zakonnego przyszłych franciszkanów. Myślimy o tym, żeby w przyszłości w Munyonyo znajdowało się wyższe seminarium dla Ugandyjczyków i dla kandydatów do naszego zakonu ze wschodniej Afryki,  ponieważ tam mamy formację wspólną, którą organizujemy razem z Kenią i Tanzanią.

Naszym marzeniem jest także wybudowanie domu rekolekcyjnego, domu dla liderów, w którym będziemy organizowali różnego rodzaju rekolekcje, spotkania i konferencje dla katechistów, liderów oraz młodych ludzi. Chcielibyśmy w ten sposób pomagać w formacji ludzi świeckich całej Ugandy, katechistów, czyli tych, którzy pracują z wiernymi w terenie i są pomocnikami kapłanów.

Czyli świeccy również będą zaangażowani w prace w tym miejscu?

Munyonyo jest również dobrym miejscem dla rozwijania idei nowej ewangelizacji. Nawet już zaczęliśmy organizować kurs alfa – kurs ewangelizacyjny dla studentów. To miejsce otoczone jest wieloma uniwersytetami, gdzie uczą się studenci nie tylko z Ugandy, ale i z sąsiednich krajów. Kampala, stolica Ugandy jest dobrym miejscem na studia, ponieważ panuje tam pokój. Życie i studiowanie jest również stosunkowo tanie, tańsze niż w Rwandzie, Kenii czy nawet Tanzanii. Munonyo może być zatem takim miejscem centralnym, z którego można promieniować i ewangelizować, mieć wpływ również na sąsiednie kraje Afryki Wschodniej. Planujemy też, aby stworzyć tam amfiteatr. Pozwala nam na to ukształtowanie terenu. Chcemy tam wybudować właśnie takie miejsca, w których będzie można zgromadzić większą liczbę ludzi i organizować dla nich różnego rodzaju konferencje i koncerty.

Słyszałam również o planach, że to miejsce będzie szczególnym centrum modlitwy o dar czystości.

Tak. Właśnie dlatego, że mamy tam miejsce śmierci Denisa Ssebuggwawo, o którym już wspominałem. Myślę, że jest to patron dany nam przez Boga. To orędownik tych, którzy zostali skrzywdzeni przez nadużycia seksualne, ale również wszystkich, którzy troszczą się i zabiegają o swoją czystość.

Można zobaczyć przynajmniej trzy wyraźne kierunki rozwoju tego miejsca: formacja i modlitwa katechistów, centrum nowej ewangelizacji oraz centrum modlitwy o czystość, której tak bardzo świat dzisiaj potrzebuje.

Tak, ale jest jeszcze czwarty element, niezwykle ważny – ekumenizm. Bo trzeba wiedzieć, że pośród męczenników byli również anglikanie. Misjonarze anglikańscy dotarli do Ugandy kilka lat przed katolikami, więc w tym czasie wiele osób było już w kościele anglikańskim.  Oni również uczestniczyli w sądzie i również nie zaparli się Chrystusa. Razem pokonywali tę ostatnią drogę i razem płonęli na jednym stosie. To nie byli tylko katolicy. W podobnej licznie byli tam również anglikanie. To wszystko zaczęło się w Munyonyo, a zakończyło w Namugongo. Dzięki temu odkrywamy, że z tego miejsca płynie dla nas niezwykle ważne przesłanie –  ci męczennicy mówią nam o jedności .

Byli oni w stanie razem cierpieć, razem dawać świadectwo o Chrystusie. Dla nas ich świadectwo jest niezwykle ważne. Mówi nam o tym, że powinniśmy również troszczyć się o jedność, aby jednym głosem mówić o Chrystusie. Ekumenizm jest niezwykle ważnym elementem tego sanktuarium, co próbujemy już jakoś rozwijać, bo stworzyliśmy grupę św. Franciszka, która jest grupą ekumeniczną, tworzoną przez  anglikanów i katolików. Jej celem jest promowanie wiedzy o męczennikach, a  w praktyce polega to na oprowadzaniu po Munyonyo grup pielgrzymkowych.

Dużo już przybywa takich grup?

Tak, całkiem sporo.  Jak na razie pojedyncze. W tym tygodniu poprzedzającym wspomnienie męczenników ugandyjskich, co w Ugandzie jest świętem narodowym, tych grup pielgrzymuje bardzo dużo.  Przychodzą z całej Afryki.

A czy wielu wiernych gromadzi się na codziennych Mszach Świętych?

Na codzienne msze nie przychodzi aż tak dużo ludzi, ale ich liczba stale rośnie. Na razie nie mamy wielkiego kościoła, mamy zaledwie małą kapliczką, w której mieści się ksiądz i kilka osób. Pozostali uczestniczą we mszy świętej pod drzewem. Pan Bóg pobłogosławił nam wielkim, potężnym drzewem mango, które rośnie przed kapliczką i stanowi naturalną „katedrę”, gdzie może się zmieścić bardzo dużo ludzi. Ono chroni od deszczu i od słońca i pod nim najczęściej ludzie się modlą.

W niedzielę jest oczywiście zawsze więcej ludzi, ale co mnie zadziwia najbardziej, to fakt, że niezależnie od tego, jaka jest pogoda, ludzie przychodzą. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się samemu odprawiać mszy świętej. Zawsze są ludzie, którzy przychodzą i nigdy się jeszcze nie zdarzyło, żebym był tam przed nimi. Wierni już wcześniej przychodzą i zaczynają sprzątać, bo wiadomo, to jest miejsce odkryte, więc trzeba je najpierw uporządkować, szczególnie po deszczu. Gdy przychodzę na miejsce, prawie wszystko już jest gotowe. Nawet konfesjonał tzn. zwykłe krzesło z ułożoną obok matą czeka pod drzewem. Nawet w takich prostych gestach widać naprawdę wielkie zaangażowanie ludzi.

Można by się zastanawiać i nieco przewrotnie zapytać – czy potrzebne jest drugie sanktuarium męczenników ugandyjskich? Czy Munyonyo nie pozostanie w cieniu tego największego w Namugongo?

Sanktuarium to jest miejsce wybrane przez Boga.  My go nie tworzymy, tylko próbujemy je odkrywać, Droga, jaką pokonali skazani na śmierć męczennicypoznać jego wartość, wielkość. Nie było przypadkiem, że właśnie tam dokonywały się tak wielkie wydarzenia i że to miejsce jest tak naprawdę ochrzczone krwią męczenników. Słabość ludzka każe często patrzyeć konkurencyjnie na takie miejsca, natomiast jeśli się patrzy po Bożemu, widzi się miejsce, które Bóg sam wybrał. I są to miejsca szczególne, zarówno jedno, jak  i drugie.

Tak jak widać na tym rysunku, to jest jakaś droga krzyżowa, która zaczęła się w Munyonyo, a zakończyła w Namugongo. Męka i śmierć i Chrystusa stanowią spójną całość. Gdy chrześcijanie odprawiają drogę krzyżową, od pierwszej do ostatniej stacji idą śladami jedynego Chrystusa zbawiającego świat. Tak samo należy spojrzeć i na tę sprawę. Nie jak na konkurencję w duchu współzawodnictwa jak w biznesie, ale po Bożemu. Gdy się tak na to spojrzy, widzi się, że tak naprawdę wszyscy pracujemy dla tej samej sprawy, jaką jest ewangelizacja. A tu nie ma konkurencji. Tu jest po prostu wspieranie siebie nawzajem.

Właśnie na tym polega tajemnica sanktuarium – to miejsce wybrane przez Boga. To nie jest zwyczajny kościół, wybudowany w tym czy innym miejscu. Mamy za zadanie odkrywać to miejsce jako szczególne, ponieważ zostało wybrane przez Boga i uświęcone krwią męczenników. Ono ma jakąś misję wyznaczoną przez samego Boga. Już dzisiaj widzimy, że ma to być realizowane we współpracy z Namugongo, bo niektóre grupy przyjeżdżają do Munyonyo, aby właśnie tam rozpocząć swoją pielgrzymkę, aby pokonać drogę śladami męczenników i zakończyć ją  Namugongo. Każde z tych miejsc, także sama droga, na której ginęli już męczennicy, ono nam coś mówi, czegoś nas uczy. Prawdziwe spojrzenie na Kościół to nie spojrzenie oczyma tego świata, ale spojrzenie przez pryzmat boży, które nam mówi, że wszędzie poznajemy tego samego Chrystusa i każde z tych miejsc jest inspirowane przez tego samego Ducha.

Rozmawiała Agnieszka Kozłowska

Ofiary pieniężne na budowę sanktuarium w Munyonyo mogą być wpłacane w złotówkach na konto

Pekao S.A.
31 1240 4432 1111 0000 4732 4970 PLN
PROWINCJA ŚW. ANTONIEGO I BŁ. JAKUBA
31-539 Kraków, ul Żółkiewskiego 14

z dopiskiem: “MUNYONYO”